Dita Von Teese – kryształkowa eminencja sceny burleskowej
Chyba każdy w świecie burleski ma jakieś zdanie na temat Dity Von Teese. Jest to taka postać wobec której trudno pozostać obojętnym. Niektóre z tych opinii bywają bardzo krytyczne (czasem zupełnie bezpodstawnie), ale wiele osób przyznaje, że gdyby nie Dita, nigdy nie odkryliby burleski, czy nawet fetyszowej erotyki. Nie staliby się częścią społeczności, z której lubią, nie poznaliby przyjaciół, których teraz mają blisko siebie, nie występowaliby na scenie i nie rozwijali swojej pewności siebie i kreatywności. Ich styl życia i zainteresowania byłyby drastycznie inne, gdyby nie ta kobieta, która wprowadza wszystkich w świat cekinów i piór, które tak kochamy.
Burleska w mainstreamie

Myślę, że Dita Von Teese, jako bodaj jedyna artystka burleskowa, która naprawdę przebiła się do mainstreamu i wprowadziła pojęcie burleski do masowych mediów, pozostaje punktem odniesienia dla wielu z nas, nawet jeśli nasz styl występowania odbiega od tego lansowanego przez nią. Kitty Von Purr pisze na swoim blogu, że nie jest fanką występów Dity, bo akcent jest w nich położony na „strip” czyli zrzucanie kolejnych części garderoby. Osobiście z tego samego powodu jestem pod ogromnym wrażeniem występów Dity – nie chodzi bowiem o to, że wychodzi na scenę ubrana a schodzi rozebrana, ale JAK to robi. Niezmiennie zachwyca mnie w niej zalotność każdego jej ruchu, nawet zwykłe zmarszczenie brwi jest w jej wykonaniu flirtowne i przesiąknięte erotyzmem. Nawet jeżeli w jej numerach fabuła jest znikoma, nie mogę oderwać od niej oczu. Nic na scenie nie dzieje się przypadkowo. Każdy ruch jest przemyślany i zaplanowany tak, by wszystko wyglądało estetycznie i erotycznie.