Stworzyłam problematyczny numer burleskowy i wyciągnęłam z tego nauczkę

Burleskowa społeczność aż wibrowała nie tak dawno od komentarzy dotyczących białej europejskiej performerki burleski wykonującej pokaz, w którym elementem kostiumu jest stylizowany pióropusz, nakrycie głowy noszone przez wybitnych indiańskich wojowników podczas wojny lub religijnych rytuałów. Miało to miejsce ok. dwa lata po tym, jak inna biała performerka wystąpiła z pokazem – „hołdem” dla Niny Simone, którego elementami było smarowanie ciała ciemną farbą oraz noszenie peruki w stylu afro.

Problem polega na tym, że wiele performerek i performerów (w dalszej części wpisu będę pisać o performerkach, ale to zagadnienie dotyczy oczywiście artystów płci dowolnej) nie rozumie dlaczego ich pokazy mogą być postrzegane jako obraźliwe, oraz że odrzucają jakąkolwiek krytykę pod adresem swojej sztuki. Gorzka prawda jest taka, że to musi się zmienić. Natychmiast. A kiedy piszę „to”, mam na myśli białe performerki wykonujące pokazy w których są gejszami, indiankami, meksykańskimi Santa Muerte, Hawajkami, stosujące blackface na scenie i nazywające to „hołdem” jakby to słowo zwalniało je z odpowiedzialności za to jaki ich pokazy dają komentarz na temat kultury wykorzystywanej przez nie w celu rozrywkowym.

W zachodnim (mniej-więcej) systemie prawnym jest taka zasada “ignorantia juris non excusal”, co w zasadzie znaczy, że brak znajomości prawa nie zwalnia osoby z odpowiedzialności za jego złamanie i popełnienie zbrodni. Nawet jeżeli brak wiedzy jest zrozumiały. W tej sam sposób brak głębszej wiedzy na temat kultury, z której korzysta się na scenie nie usprawiedliwia tego, że można obrazić osobę będącą członkiem tej kultury. Po prostu – nie usprawiedliwia tego. I wiem o tym, niestety, z własnego doświadczenia.

Pokaz

lola noir

Parę lat temu stworzyłam numer, z którym wystąpiłam kilka razy. Był on dosyć prosty. Był to pokaz stworzony z okazji Halloween, wykonywany do piosenek “I Put a Spell On You” i “She’s My Witch”. Byłam stereotypową brzydką wiedźmą, odzianą w czarne szaty, ze spiczastym kapeluszem i sztucznym nosem z brodawkami. Wiedźma rozpacza nad tym, że jest brzydka i, co za tym idzie, nikt jej nie kocha. Wypija magiczną miksturę, która zmienia ją w piękną kobietę. Rozbiera się, ciesząc z nowoodkrytej seksowności. W finale występu odkrywa, że ma vagina dentata. Przerażona krzyczy i ucieka ze sceny.

Jakie jest przesłanie?

Kiedy go tworzyłam, nie myślałam o przesłaiu, które kryje się za numerem. Byłam podekscytowana finałem i zębatą pochwą. Sporo czasu spędziłam szyjąc majtki z ustam i zębami. Byłam też podekscytowana perspektywą bycia brzydką na scenie – miałam sztuczny nos i sztuczne zielone włosy pod pachami i na majtkach (że niby włosy łonowe), które zrobiłam z taniego boa z marabuta. Było w tym coś wyzwalającego, w wyjściu na scenę w takim kostiumie i mówieniu „Hej, to jest burleska!”.

Ale potem, w którymś momencie, zaczęłam się zastanawiać nad tym pokazem. Postać, w którą wcielam się w tym numerze, wiedźma

  1. myśli, że jest brzydka,
  2. myśli, że musi się zmienić w konwencjonalnie atrakcyjną dziewczynę, żeby znaleźć miłość,
  3. przechodzi przez tę zmianę.

W ramach przemiany odklejałam nos i włosy spod pach i rozbierałam się do klasycznego kostiumu burleskowego inspirowanego latami pięćdziesiątymi (stanik, majtki, pończochy, shimmy belt). Porzucałam mój „brzydki” kostium na rzecz tradycyjnego seksownego stroju.

Dlaczego przesłanie jest ważne?

Zacznijmy od włosów. Osobiście nie jestem fanką owłosienia i lubię je usuwać ze wszystkich miejsc poza moją głową. Ale całkowicie popieram ideę, że kobiety mogą robić co tylko chcą ze swoimi ciałami. W tym decydować czy chcą czy nie chcą usuwać owłosienia. Ale w moim pokazie pozbywam się włosów spod pach żeby podkreślić, że bez nich czuję się ładniejsza! Włosy pod pachami były częścią „brzydkiego” kostiumu. Czy to na pewno jest przesłanie, które chcę puszczać w świat?

Vagina dentata w sumie też jest problematyczna. To moja wiedźma cipka. Powinnam wiedzieć, że ma zęby, prawda? Nie powinnam być nią przerażona. Jeśli ktoś powinien się bać, to powinni to być mężczyźni. Czemu więc to ja zbiegam ze sceny z krzykiem?

I w ogóle dlaczego musiałam być brzydką wiedźmą? I czemu takie a nie inne oznaki brzydoty?

O używaniu stereotypów

Wszyscy codziennie używamy w naszym toku myślowym stereotypów. Dzięki temu przeżyliśmy. Minimalizujemy przetwarzanie i analizę każdej sytuacji, która nas spotyka przez dokonywanie uogólnień na podstawie pojedynczych przykładów. Dużo ławiej tworzy się stereotypy na podstawi cech wizualnych, które są widoczne na pierwszy rzut oka. Dlatego właśnie ludzie rasy innej niż biała, kobiety, policjanci tak łatwo ulegają stereotyppizacji. Co więcej, często przejmujemy stereotypy od innych ludz. To nam pomaga zgodzić się w konsekwentnym rozumieniu i zachowaniu wobec różnych grup ludzi.

W dużej mierze w swoim kostiumie (nos, zielone włosy, zielony makijaż) inspirowałam się najpopularniejszą brzydką wiedźmą, jaka przyszła mi na myśl – Złą Czarownicą z Zachodu z „Czarnoksiężnika z Oz” (nawet nie z „Wicked!” Jak ja śmiem nazywać się fanką musicali!). Jednak w którymś momencie przeczytałam artykuł, który łączył stereotypowe przedstawienie wiedźmy – zielona/oliwkowa cera, pokaźny nos, czarne ubrania – z historycznymi stereotypowo negatywnymi przedstawieniani kobiet pochodzenia żydowskiego.

Byłam przerażona.

Oczywiście, niektórzy podważają te argumenty i mówią, że w najlepszym przypadku są one bardzo słabe. Stereotyp wiedźmy wyraża nienawiść wobec kobiet – starych kobiet, kobiet które nie dostosowują się do społecznych norm urody, itd. Tym niemniej niektórzy zgadzają się, że niektóre cechy często kojarzone ze stereotypowym obrazem wiedźmy (który wpłynął na wizerunk Złej Czarownicy z Zachodu, który był moją inspiracją) mogą wywodzić się ze stereotypowych przedstawień Żydów.

A ja nie chcę żartować z czyjegoś pochodzenia etnicznego. Mam żydowskich przyjaciół, do cholery! Próbuję się dokształcać, być wrażliwa i uważna na to jak może być odebrane to co robię i mimo tego nadal zrobiłam coś niedobrego.

Kolejną sprawą jest fakt, że nie chcę wysyłać takiego przesłania do mężczyzn, a już zwłaszcza do kobiet na widowni, że trzeba starać się dążyć do konwencjonalnego kanonu urody i być przerażonym jeśli nie można tego osiągnąć.

Dlatego nigdy już nie wystąpię z tym pokazem.

Lokalna inspiracja

Jeden z moich ulubionych stworzonych przeze mnie numerów czerpie z mojej własnej, słowiańskiej kultury. Powstał on jako moja odpowiedź na sytuację polityczną w moim kraju, więc uważałam, że właściwym jest w tej sytuacji czerpanie z mojej kultury, aby podkreślić moją tożsamość i moje przesłanie. Inspiracje te znalazły swoje przełożenie nie tylko w kostiumie, który oparłam na uproszczonej wersji stroju ludowego, ale także w choreografii, w której starałam się wykorzystać kroki tańców ludowych (z różnym skutkiem, jako że nie jestem profesjonalną tancerką).

Do dziś dzień jest to jeden z moich ulubionych, najmocniejszych i najbardziej osobistych numerów z którymi występuję. Bardzo chciałabym stworzyć jakąś jego wersję, która byłaby przystępna w odbiorze dla ludzi z różnych krajów. Ta perspektywa mnie ekscytuje – tradycyjna kultura słowiańska nie jest czymś, co często można zobaczyć na scenie burleskowej!

Jaki z tego wniosek?

Białe performerki burleski muszą się bardziej postarać.

To tyle.

Musimy przestać fetyszyzować kultury, które postrzegamy jako „inne” żeby uczynić się bardziejegzotycznymi„. Oraz musimy robić dokładniejszy research zanim wykorzystamy coś, co nie należy do naszego kręgu kulturowego. I wreszcie, musimy być otwarte na konstruktywną informację zwrotną na temat tego jakie przesłanie wysyła w świat nasza sztuka. Można się rozbierać i robić to inteligentnie.

Ale co z konsekwencjami?

W dzisiejszej dominującej kulturze shamingu łatwo poczuć, że jeśli ktoś popełnił kulturalne przywłaszczenie, albo stworzył pokaz który jest obraźliwy w jakiś inny sposób, taka osoba powinna pewnie mieć dożywotni zakaz występowania. In today’s prevalent shaming culture it’s easy to feel like someone who committed cultural appropriation or an act that is offensive in another way should be banned from performing forever.

Nie uważam, że tak powinno być.

Wiem z własnego doświadczenia, że nie było moim celem stworzenie pokazu, który będzie obraźliwy czy niefeministyczny. Sama wyciągnęłam swoją nauczkę, ale czy gdyby ktoś inny wskazał obraźliwe stereotypy które wykorzystywał mój pokaz, czy broniłabym się przed tą krytyką? Chciałabym myśleć, że wysłuchałabym takiej osoby i odpowiednio zareagowała. Dlatego stworzyłam krótką pomocą listę dla innych białych performerek, które mogą znaleźć się w sytuacji, w której ich sztuka została uznana za obraźliwą.

  1. Przyznaj się do winy. Stworzyłaś coś, co powoduje urazę. Nawet jeśli nie taki był zamiar, taki jest skutek.
  2. Przeproś. Nie przepraszaj połowicznie (stwierdzenie „Przepraszam jeżeli ktoś poczuł się urażony” to przeprosiny warunkowe). To nie ty decydujesz o tym czy ktoś ma prawo poczuć się urażonym przez twój występ. Ich uczucia są ich uczuciami.
  3. Zmień pokaz albo przestań z nim występować. Nie da się tego obejść. Usuń obraźliwe elementy, przemyśl jeszcze raz swoją koncepcję albo po prostu przestań z tym występować.
  4. Idź tworzyć nową sztukę, uzbrojona w więcej wiedzy niż miałaś przedtem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.